Przepływanie Wisły – listopad 2019

Przepływanie Wisły
Autor po przepłynięciu Wisły.

Przepływanie Wisły – listopad 2019

Przepływanie Wisły to impreza pod oficjalną nazwą „Przeciąganie Syrenki” W tym roku odbyła się ona pod koniec listopada. To dobry sposób na sprawdzenie swojej odporności na zimną wodę, a także wytrzymałości fizycznej w dość ekstremalnych warunkach.

Chciałem wziąć udział w tym wydarzeniu już w zeszłym roku. Niestety zapisy trwały tylko kilkanaście minut po ich ogłoszeniu co uniemożliwiło mi start. W tym roku udało mi się zapisać i rozpocząłem przygotowania. Kilka wizyt na basenie aby sprawdzić jaką wybrać taktykę płynięcia w płetwach.

Wymogiem tej imprezy jest to aby użytkownicy płynęli w płetwach i z bojkami ratunkowymi. Jest to bardzo rozsądne założenie ponieważ nurt w Wiśle jest dość silny. Wprawdzie grupy 5 osobowe były konwojowane przez 3 jednostki ratowników WOPR ale mimo wszystko odpowiednie wyposażenie zwiększa bezpieczeństwo.

Mimo pewnego przygotowania miałem do samego końca obawy czy mi się uda. Nie chodziło tu o walkę z Wisłą, a o to czy pozwoli ona przepłynąć. Siła natury jest potężna i nie należy z nią walczyć. Należy się jej poddać i współgrać z nią. Oczywiście zimna woda nie przeszkadzała mi w żaden sposób. Dystans z tego co słyszałem mógł wynosić około 700 – 800 metrów w zależności od tego jak się popłynie.

Wystartowaliśmy z barki zacumowanej przy moście przy Starym Mieście. Zacząłem płynąć w górę rzeki kierując się w stronę środka. W tym miejscu nurt jest właśnie przy lewym brzegu czyli tym z którego startowaliśmy.

Ciężko jest powiedzieć, że płynąłem pod prąd. To znaczy tak się kierowałem ale dało mi to głównie, że przez dłuższy czas byłem na wysokości miejsca z którego wystartowałem. Będąc miej więcej za połową rzeki zacząłem się kierować znowu pod kątem około 45 stopniu w stronę prawego brzegu w dół rzeki.

Przepływanie Wisły było naprawdę czymś niezwykłym. Po pierwsze dlatego, że pierwszy raz w życiu płynąłem w rzece w tak niskich temperaturach zarówno wody jak i powietrza, a ponadto, że pierwszy raz w życiu mogłem legalnie przepłynąć Wisłę w szerz wpław i zobaczyć jak działają prądy wody na pływaka.

Takie wydarzenia powinny być organizowane częściej.

Zarówno zimą ja i latem. Przepływanie Wisły powinno być dostępne dla szerokiego grona osób, które mogłyby w ten sposób poznać siłę rzeki. Myślę, że takie doświadczenie byłoby dobrą lekcją dla wielu „miszczów”. Rzeka weryfikuje wszelkie wyobrażenia o nieśmiertelności człowieka i mocy jego panowania nad siłami natury. Może kiedyś warto pomyśleć o tego rodzaju edukacji.

Mi dało to wiele.

Mogłem się przekonać, że warto zająć się poprawą kondycji. Szczególnie kiedy często obcuje się z wodą. Zmobilizowanie się do tego wyzwania dało mi więcej siły do innych działań w życiu codziennym. Dowiedziałem się też kolejnych rzeczy o Wiśle i jej sile. Potwierdziły się moje dotychczasowe przemyślenia dotyczące tego, że Wisły nie trzeba się bać. Ale trzeba ją szanować i czuć dla niej respekt. Kiedy się w niej znajdzie z własnej czy też przymuszonej woli to należy się jej poddać,a nie walczyć z nią. Wyczuć ją o korzystać z tego co daje. Najważniejsze jest utrzymać się na powierzchni wody, a nie dostać do najbliższego brzegu. To najczęściej może okazać się niemożliwe a szybka utrata sił w nierównej walce może doprowadzić do utonięcia. Poddawanie się nurtowi nie zabierze sił, a delikatnie wypływanie z nurtu płynąc z nim doprowadzi nas w końcu na brzeg.

%d bloggers like this: